CYFROPOL

język polski przed maturą

Przed maturą!

JĘZYK POLSKI

Pomysły na lekcje ...

JĘZYK POLSKI

Testy, sprawdziany, ...

JĘZYK POLSKI

Stwórz swoją www

TEKSTY ALFABETYCZNIE

AUTORZY ALFABETYCZNIE

Jan Kochanowski, Pieśń XIV (Księgi pierwsze)

 

Patrzaj, jako śnieg po górach się bieli,

Wiatry z północy wstają,

Jeziora się ścinają,

Żorawie, czując zimę, precz lecieli.

 

Nam nie lza, jedno patrzać też swej rzeczy:

Niechaj drew do komina,

Na stół przynoszą wina,

Ostatek niechaj Bóg ma na swej pieczy!

 

Przypadków dalszych żaden z nas nie zgadnie:

I prózno myślić o tym,

Co z nami będzie potym;

W godzinie wszystko Bóg wywróci snadnie.

 

Krótki wiek długiej nadzieje nie lubi.

Niechaj nie schodzi cało,

Coć się do rąk dostało;

Za to, co ma być, żaden ci nie ślubi.

 

Jeleniom nowe rogi wyrastają;

Nam, gdy raz młodość minie,

Już na wiek wiekom ginie,

A zawżdy gorsze lata przypadają.

Teza interpretacyjna do pieśni Patrzaj, jako  śnieg po górach się bieli

 

     Pieśń zawiera refleksję o życiu człowieka i o przyrodzie. W horacjańskim stylu odnajduje poeta analogie między prawami rządzącymi przestrzenią człowieka i przestrzenią przyrody, przy czym znajduje wśród tych zasad jedną odmienność.

 

Tropami Horacego

    

     Tak samo jak u Horacego pieśń rozpoczyna się od zwrotu do odbiorcy w formie trybu rozkazującego.

 

               Patrzaj, jako śnieg po górach się bieli,

               Wiatry z północy wstają,

               Jeziora się ścinają,

               Żorawie, czując zimę, precz lecieli.

 

 

     W zasadzie oprócz formy rozkaźnikowej Patrzaj, całość strofy pierwszej stanowią zdania skonstruowane paralelnie i opisujące w bardzo prosty, klarowny (innymi słowy: klasyczny) sposób zmiany w przyrodzie zapowiadające nadciągającą zimę: śnieg bielący góry, wiatry północne, a więc chłodne, zamarzanie jezior, odlot żurawi. Przyroda staje się dla poety punktem odniesienia do refleksji o człowieku.

 

               Nam nie lza, jedno patrzać też swej rzeczy:

               Niechaj drew do komina,

               Na stół przynoszą wina,

               Ostatek niechaj Bóg ma na swej pieczy!

 

               Przypadków dalszych żaden z nas nie zgadnie:

               I prózno myślić o tym,

               Co z nami będzie potym;

               W godzinie wszystko Bóg wywróci snadnie

 

     Poeta dzieli się refleksją, że człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak w tych niesprzyjających okolicznościach zewnętrznych zająć się swoimi sprawami: zadbać o ciepło, dobry, ceniony przez epikurejczyków nastrój. Tyle możemy zrobić dla siebie. Reszta pozostaje w ręku Boga.

     W przedostatniej strofie motyw epikurejski jest jeszcze wyrazistszy.

 

               Krótki wiek długiej nadzieje nie lubi.

               Niechaj nie schodzi cało,

               Coć się do rąk dostało;

               Za to, co ma być, żaden ci nie ślubi.

 

 

     I wreszcie puenta utworu: o ile w świecie przyrody cykliczność zjawisk może być interpretowana jako źródło nadziei na proces odnowy, powrotu, a więc również przezwyciężania destrukcyjnych zjawisk, o tyle w świecie człowieka upływ czasu stanowi przyczynę zjawisk nieodwracalnych - niestety, przed starością nie ma ucieczki.

 

               Jeleniom nowe rogi wyrastają;

               Nam, gdy raz młodość minie,

               Już na wiek wiekom ginie,

               A zawżdy gorsze lata przypadają.